Wieloletnie napięcia
Silny ból pleców zaczął z czasem wpływać także na głowę, szyję i codzienne funkcjonowanie. Korzystałem z konsultacji, fizjoterapii i masaży; początkowo przynosiły ulgę, lecz efekt z czasem był coraz krótszy.
Przez lata próbowałem radzić sobie z silnymi napięciami i bólem pleców. Z czasem ważnym elementem mojej codzienności stało się Reiji Ho — praktyka Reiki oparta bardziej na słuchaniu i uważności niż na wykonywaniu sztywnego zestawu ruchów.
Nie traktuję Reiji Ho jako zestawu ćwiczeń do odtworzenia krok po kroku. Najważniejsza jest dla mnie uważność — zauważanie napięcia, oddechu, zakresu ruchu i tego, gdzie ciało prosi o więcej delikatności.
W tradycji, w której się uczyłem, pojawia się również praktyka nazywana „zatrzaśnięciem trzeciego symbolu Reiki w kręgosłupie”. Używam tego określenia w znaczeniu duchowym i symbolicznym, zgodnie z językiem Reiki — nie jako opisu anatomicznego czy zabiegu medycznego.
Praktyka ma być uważna. Jeśli ruch powoduje ostry ból, drętwienie, osłabienie kończyn lub inne niepokojące objawy, to nie jest moment na „przełamywanie” ciała, lecz na konsultację ze specjalistą.
To nie wydarzyło się w jeden dzień. Zmiana przyszła etapami — wraz z nauką, obserwacją i regularnością.
Silny ból pleców zaczął z czasem wpływać także na głowę, szyję i codzienne funkcjonowanie. Korzystałem z konsultacji, fizjoterapii i masaży; początkowo przynosiły ulgę, lecz efekt z czasem był coraz krótszy.
Podczas kolejnych etapów nauki Reiki poznałem Reiji Ho oraz praktykę trzeciego symbolu. Wtedy zdecydowałem, że chcę pracować z ciałem regularnie, a nie tylko wtedy, gdy ból staje się trudny do zniesienia.
Zacząłem praktykować każdego dnia. Z czasem zauważyłem, że ruch staje się swobodniejszy, klatka piersiowa mniej napięta, a sama praktyka — zamiast wyczerpywać — zaczyna dawać poczucie ulgi i spokoju.
W pozycji stojącej moje dłonie zaczęły poruszać się bardzo wolno w różnych kierunkach. Z czasem zauważyłem powtarzające się ruchy, które pomagały mi rozluźniać plecy i otwierać klatkę piersiową. Zacząłem nazywać tę część swojej praktyki „ćwiczeniami Reiji Ho”.
To, co dziś wykonuję swobodnie, początkowo było dla mnie wymagające. Nie próbowałem jednak przyspieszać procesu. Pozwalałem, żeby zakres ruchu zwiększał się razem z poprawą komfortu.
Najważniejsza zmiana nie polegała na „walce z plecami”, tylko na nauczeniu się ich słuchać.
Nawet gdy plecy zaczęły funkcjonować lepiej, napięcia szyi długo pozostawały problemem. Dlatego z czasem zacząłem stosować tę samą zasadę uważności również w tym obszarze.
Własna praktyka z szyją rozwijała się stopniowo. Zamiast mocnego rozmasowywania zacząłem skupiać się na subtelniejszych ruchach i na tym, jak szyja współpracuje z barkami, klatką piersiową i oddechem.
Po sesjach często odczuwam większą swobodę i rozluźnienie. Zdarzało mi się również subiektywnie zauważać zmianę komfortu widzenia. Traktuję to wyłącznie jako własne odczucie — nie jako efekt, który można przewidzieć lub obiecać innej osobie.
Z czasem zacząłem stosować Reiji Ho także w sesjach na odległość. Poniższe przykłady są relacjami pojedynczych osób, a nie dowodem skuteczności czy gwarancją rezultatu.
Znajomy, który nadwyrężył plecy podczas treningu siłowego, po kilku sesjach poinformował mnie o dużej poprawie samopoczucia i powrocie do aktywności w kolejnych dniach.
Osoba z implantami w kręgosłupie opisywała po sesji wyraźne rozluźnienie i mniejszy dyskomfort. Nie traktuję tego jako leczenia implantów ani zmian strukturalnych.
Inny znajomy, który mocno przeciążył plecy podczas wyjazdu, kilka godzin po sesji przesłał mi informację, że może znów swobodniej się poruszać.
Reiji Ho i Reiki są praktykami komplementarnymi o charakterze relaksacyjnym i duchowym. Nie zastępują diagnostyki, rehabilitacji, fizjoterapii ani leczenia medycznego. Przy urazie, silnym lub narastającym bólu, drętwieniu, niedowładzie, zaburzeniach czucia, problemach z kontrolą pęcherza lub jelit albo innych nagłych objawach należy skontaktować się z lekarzem.